Bos016

Podwójne życie.

Podwójne życie.

Problem podwójnego życia nie jest marginalnym zjawiskiem ani prywatną słabością jednostek. Jest jednym z najpoważniejszych kryzysów współczesnego chrześcijaństwa – dotykającym zarówno świeckich, jak i duchownych.
Różni ich zakres odpowiedzialności i skutki zgorszenia, ale źródło pozostaje to samo: rozdzielenie wyznawanej wiary od codziennego życia. To rozdwojenie nie niszczy tylko osobistej relacji z Bogiem.
Ono osłabia Kościół od wewnątrz.

U świeckich podwójne życie najczęściej przybiera formę cichego kompromisu. Wiara bywa obecna w deklaracjach, tradycji, obrzędach, lecz nie w decyzjach. Człowiek modli się, chodzi do kościoła, odwołuje się do chrześcijańskich wartości, a jednocześnie w pracy, relacjach i wyborach moralnych kieruje się zupełnie inną logiką: skuteczności, wygody i akceptacji społecznej.
Ewangelia zostaje zawieszona „na później” albo ograniczona do marginesu sfery prywatnej. Nie dlatego, że ktoś ją odrzuca, lecz dlatego, że boi się jej konsekwencji.

Duchowni przeżywają ten problem inaczej, ale często boleśniej w skutkach. Ich podwójne życie polega nie tylko na osobistej niespójności, lecz na rozdźwięku między głoszonym słowem a świadectwem życia.

Kapłan, który mówi o prawdzie, a żyje w kłamstwie, o miłości, a manipuluje, o ofierze, a chroni własny komfort – nie tylko rani siebie, lecz podkopuje zaufanie do Kościoła jako takiego. W jego przypadku podwójność nie jest już tylko prywatnym dramatem, ale publicznym zgorszeniem.

Trzeba jednak jasno powiedzieć: podwójne życie duchownych nie bierze się znikąd. Często rodzi się w kulturze milczenia, lęku i pozorów, którą współtworzą także świeccy. Oczekiwanie, że kapłan będzie „idealny”, przy jednoczesnej niechęci do prawdy, sprzyja maskowaniu słabości zamiast ich leczeniu.

Gdy Kościół staje się przestrzenią, w której bardziej liczy się wizerunek niż prawda, podwójne życie przestaje być wyjątkiem – staje się cichą normą. Normą niedopuszczalną z punktu widzenia Ewangelii.

Różnica między świeckimi a duchownymi nie polega więc na tym, że jedni są grzeszni, a drudzy powinni być bez winy. Polega na odpowiedzialności.

Duchowny, z racji powołania, jest znakiem. Gdy znak staje się fałszywy, szkoda jest większa.

Ale świecki, który żyje podwójnie, również osłabia świadectwo Kościoła, tyle że w mniej widoczny sposób. Chrześcijaństwo nie jest bowiem teorią głoszoną z ambony, lecz stylem życia przeżywanym w świecie.

Najgroźniejsze w podwójnym życiu jest to, że stopniowo normalizuje ono kłamstwo. Człowiek uczy się mówić jedno, robić drugie i nie odczuwać już wewnętrznego sprzeciwu. Sumienie cichnie. A gdy sumienie milczy, nawet najbardziej wzniosłe słowa tracą znaczenie.
Kościół nie traci wtedy wiarygodności z powodu ataków z zewnątrz, lecz z powodu pęknięcia od środka.

Wyjście z tego kryzysu nie zaczyna się od oskarżeń, lecz od prawdy. Od uznania, że podwójne życie jest poważnym złem - zaprzeczeniem chrześcijaństwa, które przecież w swej istocie domaga się jedności. Jedności serca, słowa i czynu. Chrześcijaństwo nie wymaga od nikogo natychmiastowej bezgrzeszności, ale szczerości i nawrócenia. Tam, gdzie jest prawda o słabości, możliwe jest uzdrowienie. Tam, gdzie jest tylko fasada, rodzi się hipokryzja.

Podwójne życie świeckich i duchownych jest więc wspólnym problemem, choć nie wspólną winą w tym samym sensie.

Odpowiedź również musi być wspólna: powrót do integralności. Do wiary, która nie ucieka od codzienności. Do Kościoła, który bardziej ceni prawdę niż pozór. Do Bożej miłości, która przemienia serca, a nie jest uspokojeniem sumienia, że Bóg i tak mimo wszystko okaże miłosierdzie.
Tylko tam, gdzie człowiek przestaje żyć „na dwa sposoby”, chrześcijaństwo znów staje się wiarygodne. Tylko tam Boża miłość może płynąć strumieniami, bo nie napotyka tamy bylejakości.

Ks. Tomasz Białoń.
502